iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Ten jeden jedyny w życiu dzień ...

... z łezką w oku będziesz wspominać ten dzień ... któraś z Was napisała mi ten tekst kiedy panikowałam przed ślubem, że napewno nie zdążę ze wszystkim -  i miała rację, chociaż nie za bardzo rozumiałam wtedy o co chodziło. Mimo ogromnych emocji, które opuściły nas dopiero kilka dni po ślubie na zawsze zapamiętamy ten piękny dzień. Uśmiechnięte miny naszych gości, radość i zabawę. I tą głupawkę, która nas ogarnęła jak tylko weszliśmy do kościoła.

Od rana wszystko zapowiadało się, że będzie ok, ale przed samym wyjściem z domu rozpadał się deszcz ... jak to mówi przesąd deszcz musi być żeby były pieniądze:-) próbowłam być jeszcze optymistką ale było trudno.

Do kościoła prawie się spóźniliśmy bo nasz kamerzysta pomylił Leśnicę z Oleśnicą i o mały włos zostalibyśmy bez fotografa. Dojechaliśmy na 3 minuty przed 17.00 Wyszedł po nas młody i miły ksiądz, który przyznał na wstępie że ma większy stres od nas:-)  Wzięliśmy głęboki wdech i ruszyliśmy ... pierwsze kroki były najtrudniejsze wszyscy patrzyli na nas idących do ołtarza za księdzem, miliony myśli i spojrzeń i ta odrobinę przydługa suknia, która plątała się pod nogami nie pozwalała iść trwało to zaledwie kilka chwil ale dla mnie trwało to wieczność.... Aż do momentu kiedy minęliśmy zebranych gości  i nagle przed ołtarzem byliśmy tylko MY - ksiądz, Bóg i relikwie Świętej Beretty (patronki małżeństw i ogniska domowego - czy to przypadek?)... jedno nasze spojrzenie w oczy i pytanie księdza czy jesteśmy gotowi - cały strach i przerażenie zniknęło - zmieniło się w radość i uśmiech który nie opuścił nas już tego dnia ani na krok.

Jak wyglądała reszta ...?? Bardzo tradycyjnie i długo by opowiadać ale było dokładnie tak jak sobie wymarzyłam:-)

Dla ciekawskich krótki filmik z tego dnia

 

 

Komentarze (4)
Wyszłam za mąż zaraz wracam ...

Już po ... szkoda bo ten dzień przeminął w błyskawicznym tempie a był jednym z najpiękniejszych w moim życiu. Pomimo obaw i strachów przed ślubem wszystko odbyło sie zgodnie z planem bez większych problemów po drodze.

Ceremonia w kościele była bardzo miłym zaskoczeniem myślę że dla wszystkich, nie obyło się bez łez wzruszenia i pieknego kazania. Podczas całej uroczystości głupawka śmiechowa nie opuszczała ani mnie ani mojego męża. A w dodatku zaraziła chyba wszystkich gości.

Nie czas i miejsce na szczegóły bardziej na podziekowania, dla MAM które pomogly nam w wielu kwestiach organizacyjnych i które najbardziej odczuły nasze zdenerwowanie. Dla wspanialych uśmiechniętych gości zarówno tych którzy wytrwali z nami do ostatniej minuty, jak i tych którzy byli z nami jedynie w kościele. To dzięki Wam ten dzień był wyjątkowy, pełen radości i usmiechu.

Podziękowania naleza się również dla organizatorów, obsługi, i wszystkich którzy napracowali się przy obsłudze ślubu. Z czystym sumieniem moge powiedziec że udało nam się zgromadzic profesjonalistów w tym temacie.

 

Kochani Wszystkim Wam bardzo, bardzo dziekujemy. Za to że z nami byliście w tym dniu, za życzenia i za prezenty.

 

Ps. Więcej szczegolów niebawem ...

Komentarze (8)
2 dni 18 godzin ...

Ta chwila coraz bliżej... Poziom stresu 10% ... Ostatnie przygotowania, ustalanie szczegółów... Ale wbrew pozorom wszystko zgodnie z  planem ...

Buty na parapecie zgodnie z przesądem chwytają szczęście małżeńskie, garnitur u krawca ostatnie poprawki ...

Dzisiaj ustaliliśmy szczegóły ceremoni w kościele, wybraliśmy pieśni, zdecydowaliśmy o wystroju kościoła ...

właściwie mamy komplet, jesteśmy spokojni i bardziej pewni niż kiedykolwiek że tego chcemy ...

Jutro ostatnie uzgodnienia, przyjazd mamy i właściwie pozostaje nam oczekiwanie ...

Czy wy też wierzycie, że po zmianie nazwiska zmienia się nasza liczba życia według numerologi, a tym samym zmienia się nasze życie...??

Komentarze (3)
Kierunek DREZNO ...

Nie mogę w to uwierzyć czas chyba przyspieszył. Jeszcze tylko 6 dni i 20 godzin. Przygotowania trwają ale naszczęście posuwamy się powoli do przodu.

Mam nadzieję, że ze wszystkim zdążymy. Moim jedynym marzeniem teraz jest dopiąć wszystkie przygotowania na dzień przed uroczystością. Wierze również, że uda się opanować emocje, chociaż ci którzy mnie znają wiedzą, że to nie takie proste. Ale mam przy sobie wspaniałych ludzi. Mamę, która w spokoju znosi moje zdenerwowanie, przyszłą Teściową która wspiera na każdym kroku ciepłym słowem i cały sztab druhen, które czasem mam wrażenie stresują się jeszcze bardziej niż ja.

W tym całym zamieszaniu postanowiliśmy z Szanownym Narzeczonym zniknąć na chwilę i udać się w krótką podróż PRZEDślubną. Wyruszamy jutro po pracy, mamy zamiar złapać oddech przed TYM wielkim dniem. Nie mamy planu, nie znamy miasta, nie mamy noclegu. Ale to nieważne. Potrzebujemy chwili dla Nas przed tym całym zamieszaniem.

Mam nadzieję, że znajdę chwilę żeby Wam napisać jak było ... chociaż czas jest niewątpliwie towarem deficytowym dla nas.

Ps. Zastanawiam się o czym będę pisać już PO. Bo chyba spodobał mi się ten sposób zapamiętywania ważnych dla mnie chwil.

Komentarze (3)
Ach te buty ...

Zastanawiam się od dobrego miesiąca o co chodzi z butami ślubnymi. Dlaczego w tym całym mechanizmie mody nie uwzględnia się butów ślubnych. Wiadomo przecież, że buty to nieodłączna część naszego ubioru. Wiadomo, że ich wygląd ma duży wpływ na całość wyglądu. Więc dlaczego produkuje się tak brzydkie buty ślubne ?

Może mam za wysokie wymagania, a poza tym o gustach się nie dyskutuje, ale ...

Początkowo myślałam, że to będzie najprostszy zakup mojej ślubnej garderoby ale teraz wiem, że jest najtrudniejszy. Zwiedziłam wszystkie ślubne sklepy, ale znalazłam tam jedynie buty w niemodne już od kilku lat wielkie szpice. Pomyślałam, no cóż może trzeba poszukać butów w normalnych sklepach obuwniczych, najlepiej w takich ulubionych, żeby buty były sprawdzone jeśli chodzi o jakość w końcu mają nam służyć w tym najważniejszym dniu. Ale po kilku dniach poszukiwań, o zgrozo, niestety okazało się, że i tam niewiele można znaleźć. Lekko przerażona rozpoczęłam poszukiwania w sieci, w sklepach internetowych i oczywiście na Allegro - ale niestety zdjęć niewiele, a nawet jeśli, to jakość budziła wątpliwości. Znalazłam jedne piękne, właściwie idealne ale informacji gdzie je można kupić już niestety nie. Może Wy macie jakieś informacje na ich temat?

Kolega z pracy podpowiedział, że we Wrocławiu można uszyć buty na miarę z materiału jaki mi sie podoba. Niestety można wybrać jedynie z modeli butów tanecznych a te z moją klasyką raczej się kłócą.

Pozostało 13 dni do ślubu a ja nawet nie mam pomysłu. Może macie jakieś propozycje? Właściwie idealnie wiem czego szukam. Mają to być klasyczne czółenka, bez palców, w kolorze białym lub platynowym. Absolutnie nie kremowym.

 

 

Komentarze (7)
Wieczór Panieński

Zgodnie z obietnicą kilka słów na temat wczorajszych wrażeń. A jest co opisywać bo wrażeń było sporo. Ale od początku, ok. 19.30 przed wyjściem Druhny przygotowały mi przebranie w którym obowiązkowo miałam spędzić resztę wieczoru. Na samą myśl miałam dreszcze przerażenia, ale w końcu to był mój wieczór więc nie trzeba było mnie zbyt długo przekonywać. Strojem były - pluszowe, różowe uszy królika, mucha, ogon króliczy oraz przepiękne różowe boa. Wyglądałam trochę jak amerykańska gwiazda, ale szybko przyzwyczaiłam się do nowego wizerunku, a i różowe kolczyki i buty które nieświadomie zaplanowałam na ten wieczór jakoś nagle idealnie zaczęły mieć sens.

Impreza była zaplanowana w jednym z wrocławskich klubów. Był pomysł żeby odwiedzić naszą warszawską koleżankę i wieczór ten spędzić na imprezie Extreme Moto - każdy kto choć raz był na takiej imprezie wie, że ilość testosteronu znajdująca się w powietrzu wokół tej imprezy przekracza wszelkie dopuszczalne normy jednak po wielu dyskusjach stwierdziłyśmy że to by było już przegięcie.

Szanowny Narzeczony odwiózł nas do klubu. Tam czekał na nas stolik i mój prezent. Oczywiście nie było łatwo i musiałam tańcem wykupić go od dziewczyn ale udało się - od tej chwili miałam nowego przyjaciela - Wacława, który dumnie przewędrował z rąk do rąk wszystkich druhen aby spocząć na resztę wieczoru na honorowym miejscu obok mojego drinka i obok mniejszych kolegów - słomek. Pomysł pierwszorzędny i chyba wywołujący najwięcej dyskusji przy stoliku. Ale sami zobaczcie jak ekstra wyglądał taki drink.

Ale to miał być dopiero początek imprezy. Czekaliśmy z niecierpliwością na główną atrakcję wieczoru. Niestety Pan się mocno spóźniał i kiedy już byłyśmy przekonane, że zostałyśmy oszukane i że nikogo nie będzie zjawił się ON. Troche przestraszone powędrowałyśmy więc do pomieszczenia z kotarą za którą miało się zacząć przedstawienie.

Trwało to 45 minut, niestety mimo sporych wysiłków zarówno tancerza jak i druhen zaangażowanych w całe to zamieszanie niektóre druhny twardo nie dawały się wciągnąć do zabawy więc było dziwnie.  Na szczęście z pomocą przyszły nam dziewczyny z sąsiedniego Wieczoru Panieńskiego i dzięki temu już nie w 7 ale w kilkanaście osób moglismy bawic się wraz z tancerzem. Zawsze zastanawiałam się co się dzieje na takich wieczorach i na ile dziewczyny sobie pozwalają. Teraz wiem jedno jeśli jest się zakochanym to tym najpiekniejszym ciałem na które zawsze reagujemy jest tylko ciało Ukochanego. I żadne tańce, ruchy czy gadżety nie są w stanie tego zastąpić.

Po występie zabawa dopiero sie rozkręciła zaczęły się tańce i krzyki które dziś musimy odchorować chrypką.

Było coś magicznego tego wieczoru, najbliższe mi psiapsiółki każda inna a każda w małej części taka moja. Jednego wieczoru, każda z nich uśmiechnięta wspominała stare dobre czasy i każda na wyciągnięcie ręki.

To cudowne wiedzieć, że ma się takie przyjaciółki tak blisko. Jeszcze raz dziękuję Kochane!

Komentarze (2)
A czas mija nieubłagalnie ...

Im bliżej termin ślubu tym większy stres i radość jednocześnie. Czas ucieka nam między palcami w toku tych wszystkich przygotowań, a ciągle na liście zadań mnóstwo spraw do załatwienia. Mam już suknię ... przesądnie Szanowny Narzeczony postanowił z własnej woli nie oglądać mnie w sukni. Pierwszy raz kiedy ją założyłam poczułam zadowolenie. Dokładnie o taką suknię mi chodziło. I chociaż moja świadkowa nie jest najszczęśliwsza z powodu sznurowania, które będzie musiała wykonać, ale jak sama stwierdziła dla takiego widoku warto.

Z przygotowań pozostały nam decyzje a raczej uzgodnienia z wykonawcami czego oczekujemy. Powoli wszystko nabiera kształtu i zgrabnych kolorów.

Zaczynamy już z Szanownym Narzeczonym powoli snuć plany na przyszłość.Tym samym uświadomiliśmy sobie, że jesteśmy naprawdę zgranym duetem, i skoro potrafimy zorganizować Wesele to i resztę życia uda się poukładać tak jak chcemy.

Teraz jeszcze tylko Pożegnanie z bycia Singlem ... i zaczynamy nowy etap.Ciekawe co te moje zwariowane psiapsiółki kombinują ale dowiem się o tym dopiero za tydzień o czym z pewnością tutaj poinformuję - więc lepiej bądźcie grzeczne Kochane:-)

Ps. Do ślubu pozostało 22 dni.

Komentarze (3)
Podatek od ślubu

Ślub to piękne i niezapomniane wydarzenie, ale bardziej kosztowne niż może się to na pozór wydawać.

Piękne stroje, które ubierzemy raz w życiu, sala, orkiestra, jedzenie, ksiądz to tylko początek wydatków. Każdy papierek potrzebny do sformalizowania związku małżeńskiego kosztuje. Akt chrztu 30 zł, akt urodzenia 50 zł, zaświadczenie z USC 84 zł, wymiana dowodu itd. Jeśli uda się zwykłemu śmiertelnikowi przebrnąć przez te wszystkie koszty to musi mieć świadomość, że najgorsze dopiero nastąpi. Trzeba jeszcze zapłacić podatek od ślubu, a dokładnie od prezentów ślubnych. Bez względu na formę otrzymanych prezentów czy to będzie luksusowa porcelana, czy zwyczajowa koperta Młoda Para ma obowiązek rozliczyć się z fiskusem!

To niestety nie żart. W gąszczu przepisów znalazłam Ustawę o podatku od spadku i darowizn. A przecież prezenty ślubne to darowizny (Art.9) "Opodatkowaniu podlega nabycie przez nabywcę, od jednej osoby, własności rzeczy i praw majątkowych o czystej wartości przekraczającej: 9.637 zł - jeżeli nabywcą jest osoba zaliczona do I grupy podatkowej; 7.276 zł - jeżeli nabywcą jest osoba zaliczona do II grupy  podatkowej; 4.902 zł - jeżeli nabywcą jest osoba zaliczona do III grupy podatkowej."

Wysokość podatku jest uzależniona od ich wartości oraz od tego kto jest daroczyńcom. W woli wyjaśnień jeśli jedno z rodziców postanowi obdarować Młodą Parę gotówką w kwocie 10 tys. zł to należy odprowadzić podatek w wysokości 3%, jeśli jednak będzie to działka rolna, żeby młodzi mieli jakiś start, to podatek ten wzrośnie już do 7%. Inaczej jeśli ciotka (np. siostra Mamy) postanowi ofiarować młodym prezent o wartości powyżej 21 tys. podatek do zapłacenia będzie wynosił już 12%. W najgorszej jednak sytuacji mają się Młodzi, którzy otrzymają prezent od osoby nie spokrewnionej, tutaj fiskus jest bezwzględny. Jeśli taka osoba podaruje nam np. telewizor o wartości 5000 zł to podatek do odprowadzenia wyniesie 12%, ale jeśli wartość prezentu wzrośnie od takiej osoby to i skala podatku wzrasta maksymalnie do 20%.

Powyższa Ustawa dość precyzyjnie określa kto i ile może podarować bez podatku. Są też i zwolnienia od podatku ale niestety niewiele. I tak podatkowi nie podlega:

"nabycie w drodze spadku lub darowizny praw autorskich i praw pokrewnych, praw do projektów wynalazczych, znaków towarowych i wzorów zdobniczych oraz wierzytelności wynikających z nabycia tych praw;”" (Art. 3. pkt.2)

Ale to mało pocieszające dla obdarowanych, bo chyba rzadko się zdarza otrzymać w prezencie ślubnym Wynalazek wujka Mac Gyvera.

Może w takim razie nie przyznać się do wysokości otrzymanych prezentów?

Tu niestety też jest pewne ryzyko. Bo jeśli otrzymamy działkę budowlaną, na której zbudujemy dom, który będziemy musieli zgłosić do Urzędu Skarbowego, bo tego wymaga polskie prawo, to możemy być raczej pewni że fiskus zapyta nas skąd wzięliśmy pieniądze na działkę.

Rozwiązanie jest chyba jedno. Modlić się aby nasi goście nie byli zbyt hojni - bo podatek od darowizny może zepsuć każdą przyjemność z prezentu, lub nie afiszować się i z otrzymanej gotówki nie kupować od razu najnowszego modelu mercedesa.

Ale oczywiście wszystko jest kwestią własnego sumienia:-)

 

 

Komentarze (11)
Ta ... Niebieska Piosenka ...

Szanowny Narzeczony już w domu, powoli dochodzi do siebie. Odetchnęliśmy trochę i z nową energia zabraliśmy się za nasze przygotowania do ślubu. Lista rozdanych i potwierdzonych zaproszeń jest coraz większa. Niezwykle miłe jest to, że większość zapraszanych od razu potwierdza swoją obecność w tym tak ważnym dla nas dniu. Jutro kolejna wycieczka, tym razem w moje rodzinne strony i lista gości będzie prawie kompletna.

W związku z dolegliwościami pooperacyjnymi Narzeczonego pojawił się problem z pierwszym tańcem. Pomysł odtańczenia w stylu "Tańca z gwiazdami" naszej pierwszej piosenki niestety w tej sytuacji nie ma szans na realizację. Ważne jest to że po wielu dyskusjach i wysłuchaniu opinii otoczenia, często bardzo krytycznych - jesteśmy pewni z Szanownym Narzeczonym że to będzie ta "Niebieska Piosenka" Grzegorza Tomczyka.

Po pierwsze ze względu na tekst:

Kto wstawi się na nami
u Pana co drogami
krętymi każe iść
Kto nas usprawiedliwi
gdy Pan się będzie dziwił
że to już właśnie my
Ja wstawię się za Tobą
i z podniesioną głową
dziękował będę, że
Pan dał mi właśnie Ciebie
w radości i w potrzebnie
na lepsze i na złe

A Ty choć powiedz słowo,
że zawsze byłem z Tobą,
bo chciałem tak i już
I razem chleb jedliśmy
i równym krokiem szliśmy
wśród wichrów, pośród burz
Ty wciąż mnie ratowałaś,
za rękę mnie trzymałaś,
gdy z drogi chciałem zejść
A ja otuchy krople,
gdy oczy miałaś mokre,
nie raz musiałem nieść

I tak będziemy stali
aż w tej niebieskiej sali
do tańca zaczną grać
Ja wtedy z pierwszym taktem
poproszę Cię i raptem

Zaczniemy wirować, wolniutko walcować
I kręcąc się kręcić na palcach na pięcie
Troszeczkę bezmyślnie jak wiosną przebiśnieg.
Ty nieco szalona, cóż - żona to żona
I w mojej Twa ręka, niebieska piosenka
Za serca nas chwyta niebieska muzyka

Po drugie jest to piosenka która opowiada o prawdziwej roli małżeństwa, o potrzebie wspierania się i o tym, że od teraz nie będzie już Ja i Ty będziemy MY - na zawsze.

Tych którzy nie znają tego utworu zapraszam do jej posłuchania.

Pozostało 39 dni.

Komentarze (5)
O co chodzi z tą cyfrą 27 ...

Ta cyfra chyba nas prześladuje. 27 października wycieli mi wyrostek robaczkowy, zaledwie 3 dni po tym kiedy z Szanownym Narzeczonym postanowiliśmy spróbować naszych sił w związku. 28 października Szanowny Narzeczony oświadczył się w scenerii szpitalnej. Do tej pory moje przyjaciółki żartują że zgodziłam się bo byłam na "głupim Jasiu". Dzisiaj mamy 27 kwiecień i mój szanowny Narzeczony miał operację. Zaledwie 6 miesięcy później.

Czy to magia cyfr, przeznaczenie czy może coś innego? Sama nie wiem.

Dziwne jest uczucie kiedy musisz zostawić kogoś bliskiego samego. W bólu. Nie do końca świadomego bo pod wpływem tych wszystkich przeżyć i lekarstw. W obcym miejscu, w szpitalnym łóżku.

W takich chwilach nie cieszy nas informacja o załatwionych obrączkach, czy tańszym welonie... To wszystko nagle przestaje dawać radość którą żyliśmy przez ostatnie pół roku. Szpital ma jednak w sobie coś co pozwala nam cieszyć się, że mamy siebie. Że w tych trudnych chwilach jest ktoś kto nam poprawi poduszkę i posiedzi z nami w ciszy. Są większe problemy niż wyrostek czy przepuklina ale my jesteśmy i tak szczęściarzami mamy siebie.

Kolegą szpitalnym Szanownego Narzeczonego jest przemiły Pan któremu zwariował żołądek. Najpierw pękł z czego cudem odratowali go lekarze, teraz powstały na resztkach żołądka wrzody. Karmią go rurką odprowadzoną bezpośrednio do żołądka a resztki wydala nosem. Ten człowiek strasznie cierpi, lekarze odkładają termin operacji ze względu na słabe wyniki ale jego rodzina z uśmiechem wierzy, że wszystko dobrze się skończy. A on żartuje że schabowy z worka jest niezły gdyby nie twarda rurka w nim. I to jest chyba prawdziwa magia miłości. Bycie komuś potrzebnym.Wspierać się w tych trudnych chwilach. Świadomość, że ma kto poprawić poduszkę.

I bez względu na oficjalność związku każdy ma prawo mieć taką bliską osobę przy sobie.

Ps. Do tematyki przygotowań ślubnych powrócę jak tylko odrobinę sytuacja zostanie opanowana.

Pozostało - hehehe nie wiem ile bo mój odliczacz googlowy zwariował pokazuje 101 dni:-) Czyżbyśmy dostali od losu kilkadziesiąc dni w gratisie?

 

 

 

 

Komentarze (0)
1 | 2 | 3 |
Najnowsze wpisy
2009-06-29 22:06 Ten jeden jedyny w życiu dzień ...
2009-06-13 13:38 Wyszłam za mąż zaraz wracam ...
2009-06-08 22:40 2 dni 18 godzin ...
2009-06-04 20:33 Kierunek DREZNO ...
2009-05-28 22:40 Ach te buty ...
Najnowsze komentarze
2011-07-22 01:16
ewa17:
w poszukiwaniu sukni ...
ioffer.com Chinski portal, cena oscyluje miedzy 200 a 300 dolarow juz z dostawa;))) W salonie[...]
2011-03-18 18:20
fene:
w poszukiwaniu sukni ...
Ta suknia jest przepiękna !! Wiele razy widziałam ją w grafikach internetowych, jednak nigdy[...]
2011-01-05 22:18
Reni-Kraków:
Ten jeden jedyny w życiu dzień ...
Przypadkiem natknełam sie na Twoją relację ślubną i cóż za zaskoczenie, ja ślub też mam[...]
Kategorie
Ślub
Archiwum
Rok 2009